Menu

29.04.2018

... #5

Gdy rozkoszowałam się przepysznym jedzeniem przygotowanym najprawdopodobniej przez gosposię, on przerwał ciszę, która mogłaby trwać wiecznie.
-Sofii... teraz będziesz tu ze mną... - podniosłam głowę by na niego spojrzeć - I chce byśmy się lepiej poznali. Nie tylko seksualnie, ale jak dorośli ludzie, rozumiesz? - no w tym momencie chciałam w niego rzucić nożem, który miałam w ręce.
-Tak rozumiem. Jeszcze nie zgłupiałam, ale wiesz Markusie. Ja mam własne życie, gdzie mam jeszcze studia i pracę... - powiedziałam nadzwyczaj spokojnie.Chodź w głębi siebie już go dusiłam paskiem.
-Domyślam się... Więc zrobimy tak. Ja ci pozwolę zabrać rzeczy z tamtego mieszkania, ale to absolutnie wszystkie, będziesz chodzić na studia, a z pracy zrezygnujesz bo kasy mam pod dostatkiem. - jego odpowiedź mnie nie zachwycała, zaczęło się we mnie gotować jak w czajniku.
-Czemu masz za mnie decydować? Nie chcę rzucać pracy i się stamtąd wyprowadzać. Chcę mieć normalne życie, a nie być pod czyjąś kontrolą. - wysyczałam przez zaciśnięte zęby
-Ale już za późno... - patrzałam jak ten palant sączy to mało wytworne wino. Gdybym ja tu była gospodarzem, zadbałabym nawet, żeby mojemu więźniowi smakowało wino. W tym momencie skarciłam się w myślach za taką głupotę.
-Nie prawda. Dla ciebie jest za późno... ja mogę się z tobą spotykać, ale nie być uwięziona w twojej klatce. - jak gdyby nigdy nic wstałam od stołu i zeszłam po schodach, a za mną podążał Markus najwidoczniej rozbawiony tą sytuacją. Gdy już zeszłam z trzeciego piętra szłam prosto do wielkich drzwi. Z kuchni na dole wychyliła się starsza kobieta. Była zaskoczona moją determinacją. Mnie tak łatwo się nie złamie.
-I gdzie pójdziesz bez kasy, telefonu i kluczy... -zaśmiał się za mną Markus, a ja zdębiałam. Kurwa jak ja mogłam o tym zapomnieć, ale nawet jeśli nie mam kluczy to Swietłana pewnie dalej jest w mieszkaniu bo nie miałaby gdzie się podziać. Westchnęłam i i tak wyszłam z wielkiej posiadłości. - No i co teraz. Nie wiesz gdzie jesteś. - najwidoczniej moje zachowanie bawiło mężczyznę, który stał cały czas za mną. Miałam dwie opcje - wrócić do środka i zostać w klatce, lub iść w las i zostać zjedzona... przynajmniej moje ciało nie poszło by na marne. Pobiegłam przed siebie. Wolałam biec blisko ścieżki. Mam szanse gdzieś wybiec, znaleźć cywilizacje i zgłosić go na policję. Biegłam, ale przez panujący tu mrok mnie zauważyłam wielkiej gałęzi, na którą się nabiłam stopą. Syknęłam z bólu i usiadłam. Byłoby trudno to wyciągnąć, a z moim szczęściem doszłoby jeszcze do zakażenia. Po niedługim czasie podszedł do mnie ten sam mężczyzna, który miał ze mnie po prostu ubaw. Podniósł mnie jak worek kartofli i przerzucił przez ramię, trochę się szarpałam, ale nic sobie z tego nie zrobił. A sama muszę stwierdzić, że do lekkich kobiet nie należę. W końcu moja figura musi posiadać chociaż jeden minus. Prowadził nas znów do tej wielkiej rezydencji. Gdy już byliśmy na trzecim piętrze, rzucił mną o kanapę i zerwał bluzkę i spodnie. Założył koszulę w której byłam rano i przykuł kajdankami do nogi kanapy. Nie miałam jak się ruszyć. Widziałam jak się patrzy na mój tyłek w tych majtach. Opatrzył mi nogę.
-Dobranoc Sofii... - z uśmiechem rozebrał się do bokserek i poszedł do swojej sypialni
Ja nie mogłam zasnąć, a z pokoju słyszałam jak chrapie, wiec byłam pewna, że śpi. Chciałam się uwolnić ale noga od kanapy była za gruba bym mogła na luzie wyciągnąć drugą kajdankom.
Zasnęłam w końcu i spałam w dosyć nie komfortowej dla mnie pozycji, ale nic z tym nie mogłam zrobić. Gdy tak spałam poczułam chłód na moim tyłku, jakby ktoś pozbył się ubrania z tej części ciała. Mruknęłam tylko obracając się na plecy, nagle moje nogi sam się rozłożyły i jedna była na oparciu kanapy, a druga na ziemi.
-Mmm.. co jest..? - podniosłam głowę i w momencie chciałam odskoczyć, ale byłam trzymana za biodra i było trudno - Co ty do cholery wyprawiasz?! - krzyknęłam na siedzącego przede mną Marcusa.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz