Menu

10.04.2018

... #3

Obudziłam się może o dziesiątej albo o dwunastej do tej pory jestem skołowana i nie wiem. Głowa mi pęka jak diabli, już nigdy nie pije tak dużo alkoholu pod wpływem emocji. Siedziałam przymulona na wielkim łożu, prawie naga bo czułam na sobie moje bokserki. Przetarłam ręką twarz by się rozejrzeć po pomieszczeniu, które było zaaranżowane specjalnie pod gust jakiegoś mężczyzny. Z radia, które znajdowało się na szafce nocnej leciała muzyka, gdy dotarła do mojego ucha to spostrzegła, ze to piosenka Eda Sheerana - Shape of You.

"
The club isn't the best place to find a lover
So the bar is where I go... " 


Nie lubię angielskich piosenek bo jestem przyzwyczajona do Hiszpańskich lub Rosyjskich ze względu, że to leciało w domu, ale akurat ten fragment mnie poruszył. Po niedługim  czasie usłyszałam otwierające się drzwi na przeciwko łóżka. Podniosłam zmęczony wzrok w tym kierunku. Przez drzwi weszła starsza kobieta.
-Już wstałaś kochana? - podeszła i położyła na stoliku nie daleko łóżka tacę z śniadaniem, a mi podała leki i wodę do popicia. Nie ufnie je wzięłam, do ręki patrząc na kobietę.
-Gdzie ja jestem? - zapytałam ochrypłym głosem.
-Pan Markus Cię tu przyprowadził i kazał się tobą zająć. - Markus... to imię krążyło mi po głowie.
-Dziękuję nie potrzeba. Ubiorę się i już mnie nie ma.- nie byłam jakoś szczęśliwie przekonana do tego faktu, że  jestem w jego łóżku, a faceta co ledwie znam. Przez taką ilość alkoholu urwał mi się film i nie jestem pewna czy do czegoś doszło po między nami.
-Nie wiem kochana, czy to dobry pomysł lepiej poczekaj aż Markus przyjdzie. - powiedziała spokojnie - Weź leki  i zjedz. Twoje ubrania wzięłam do prania bo zapach alkoholu przesiąkł przez nie i nie nadawały się byś je założyła. Za jakiś czas wyschną i ci je oddam. - powiedziała i wyszła zamykając drzwi na klucz. Moje rzeczy jak portfel czy klucze były też na tym samym stoliku co śniadanie, ale w co ja miał się ubrać. Usiadłam naga na krańcu łóżka obcego faceta. Byłam wręcz osłabiona, więc zbierało mnie na wymioty.
-Hmm.. gdzie ten Markus może mieć łazienkę - rozejrzałam się i wstałam i okazało się, że po nie  długim czasie  ją znalazłam. Wzięłam szybki prysznic, chcąc najszybciej się stąd wydostać, ale gdy wyszłam znów do sypiali mężczyzny to w pokoju było już jasno, przez odsłonięte rolety i łóżko było pościelone, a na nim czysta bielizna i koszula. Gdy podeszłam w tamto miejsce owinięta ręcznikiem, wzięłam karteczkę w niej było napisane.
"Tu masz czyste ubranie i bieliznę. Od dziś należysz do mnie i nie sądzę byś szybko stąd wyszła. Ja  wrócę późno, więc rozgość się. ~Markus" 

-Nie no to chyba jakieś żart... - mruknęłam czytając to, a potem widząc, że majtki są całe w koronkę, były wręcz prawie przezroczyste. Założyłam to jednak bo nic innego nie miałam. Jeszcze ta koszula ledwo to zasłaniała. Przyglądałam się śniadaniu jakiś czas i poczułam teraz jaka jestem głodna. Wzięłam kanapkę i zjadłam. Siedziałam tak w tym pokoju, bo nic innego mi nie pozostało. Sprawdzałam kilka razy czy drzwi nie da się wyważyć, ale nie. Po czternastej przyszła znów ta kobita, zabrała tace i oddała moje ubranie. Omal od razu je na siebie założyłam, do raz u czuła się lepiej.
-Przepraszam, wie pani kiedy będzie Markus bo chce wrócić do własnego domu.
-Nie wiem, kochana. Musisz tu siedzieć i czekać. - powiedziała i nic innego minie pozostało jak czekać do powrót Markusa. Rozważałam skoczyć przez okno, ale z trzeciego piętra to bym daleko by nie uciekała,bo pewnie bym złamała nogi. Wielki huk oznajmił o jego przybyciu, co mnie wzbudziło z drzemki. Nudziłam się jak nie wiem co, telefon mi się rozładował, a w jego rzeczach nie mogłam czegokolwiek znaleźć. Leżałam z zamkniętymi oczami będąc w pół śnie.
-Mm... Witaj Sofii.. - wymruczał to w moją szyję co spowodowało, że od razu się od niego odskoczyłam. Serce omal mi nie wyskoczyło z piersi - Spokojnie to tylko ja. - zaśmiał się. Ja nie byłam w humorze do żartów. Chciałam wstać z łóżka, by już mógł mnie stąd wypuścić. 
-To nie było śmieszne i chce wrócić do domu. - powiedziałam gdy na niego spojrzałam. On się znów zaśmiał i przyparł mnie do materaca.
-Nie ma mowy. - złapał mnie za nadgarstki i przytrzymał je nad moją głową. Ustami znalazł się na szyi - Jesteś moja. Nie pamiętasz jak mówiłaś, że już jesteś wolna.... - pokazał swoje zęby w uśmiechu. Był silniejszy i spokojnie przyparł mnie do łóżka jedną nogą.Spojrzałam na niego oszołomiona, gdy mnie tak położył.
-Masz piękne ciało Sofii... idealne by pieprzyć je całymi dniami. - Nie wierzę, że całe życie mogłaś marnować takie ciało Jeszcze ten związek z jakąś dziewczyna, która pewnie cię nie zaspokajała. - przejechał ręką po moim biodrze, po czym mnie normalnie posadził na łóżku. Ja już nie wiedziałam co mam robić, mój umysł był jednym wielkim kłębkiem myśli, które były tak nie zgodne ze sobą.
-No to chodź... zjesz ze mną kolacje. - powiedział, a po jakimś czasie sam mnie wziął na ręce ze względy na to, że ja ledwo mogłam się teraz ruszyć. Mój mózg był teraz jak jedna wielka papka. Z jednej strony, on chce mnie tylko pieprzyć, jak sam to powiedział, a z drugiej jest normalny. Można tak powiedzieć, że jest w jakimś sensie normalny. Posadził mnie przy wielkim stole. W wielkiej jadalni, która miała połączenie z kuchnią, barem, a też z dużym salonem. Czułam się tym wszystkim przytłoczona.
-Jedz póki jest ciepłe...
-E.. Dziękuje?! Smacznego. - nadal nie rozumiałam o co mu chodzi, ale musiałam coś zjeść bo mój brzuch dawał o sobie znać. Co spowodowało u mnie zakłopotanie, bo nie lubię jak ktoś słucha moich kiszek.

Trzecia aktualizacja...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz